Wraz z biegiem dni i mijaniem naszego czasu spotykamy na swojej drodze wielu wielu ludzi. Jedni pojawiają się tylko na chwilę, na moment, na jedno mgnienie, inni zostają na dłużej. Niektórzy przemykają tak bardzo bokiem, że nawet ich nie zauważamy, a inni kroczą środkiem naszej drogi i zmieniając bieg naszych losów pozostają na zawsze. Nawet jeśli tylko we wspomnieniach.

O Adamie najpierw usłyszałam. Jak mój Mąż wychodził z leczenia w ośrodku zamkniętym, usłyszał od tamtejszej terapeutki takie słowa: „Słuchaj, jak już stąd wyjdziesz i postanowisz nie przerywać leczenia to pojedź prosto do poradni. A w tej poradni zapisz się do Adama. Tylko i wyłącznie do Adama. Niech on będzie twoim terapeutą indywidualnym, na jego grupy chodź. Pamiętaj, tylko do Adama – to jedyny terapeuta, którego nie uda ci się zmanipulować i przerobić. Przy nim masz szansę”.

Potem Adama poznałam. Niewysoki starszy facet, z brodą, w okularach, taki niepozorny, z łagodnym uśmiechem i ostrym językiem. Patrzył zawsze tak uważnie, że miało się wrażenie, że widzi przez człowieka na wylot. Ja przychodziłam na swoją terapię, a Adam zawsze mnie zagadnął o to jak się czuję i jak tam „jego ulubieniec” ;) Kilka razy słyszałam jak ten uśmiechnięty starszy pan mówi do któregoś ze swoich podopiecznych – „a weź mi tu nie pierdol, bo takich jak ty to ja na pęczki przerobiłem”. Albo: „nie tacy jak ty i nie takie rzeczy mi tu próbowali wkręcać”.

Czasami byłam świadkiem sytuacji jak M. wracał do domu z grupy i zaczynał na Adama pomstować, że ten nic nie rozumie, że wszystkich wrzuca do jednego worka itd. itp.. Ja tylko słuchałam wierząc w to, że w tej konkretnej poradni pracują profesjonaliści i że kto jak kto ale Adam zdecydowanie wie co robi. Następnego dnia M. potrafił do mnie przyjść i powiedzieć: wiesz, Adam jednak miał rację. Chyba znowu odezwały się moje alkoholickie mechanizmy ;)

Pomógł wielu ludziom. Dzięki swojej ciężkiej pracy wyprowadził M. z nałogu i pomagał mu trwać w trzeźwości. Podarował mi 2 lata dobrego, spokojnego życia. A dziś już go nie ma.

Jest mi kurewsko ciężko, chociaż od śmierci M. rzadko go nawet spotykałam. Ale jakoś mnie walnęło.

Dziś dowiedziałam się, że Adam nie żyje.

Spoczywaj w pokoju. Pozdrów ode mnie M. I, gdziekolwiek jesteś, rób swoją robotę.