… ale nie o tym, jak kot palił fajkę. To będzie historia o tym jak mężczyzna sukcesu, poważany i znany w swoim środowisku, ojciec czworga dzieci zajmujący wysokie stanowisko, chla przez całe swoje życie. I kompletnie nie zdaje sobie sprawy z tego, że ma problem…

Mój Tata, bo o nim będzie ta opowieść, jest facetem, który bardzo mocno mi imponuje. Niezłomny, twardy i ciężko pracujący przez całe swoje życie, dający oparcie wielu ludziom i całkowicie poświęcony rodzinie, silny i mądry. Człowiek sukcesu i tytan pracy. I wysokofunkcjonujący alkoholik. Kocham go bardzo. Nienawidzę jego picia.

Znacie takie oblicze alkoholika? Ja wiem, że stereotyp jest jeden – pijak to menel spod sklepu, śmierdzący, bełkoczący, niemal bez kontaktu ze światem. Ewentualnie alkoholik to taki gość, który pije w pracy (bo jakąś tam ma) albo po pracy, w domu, przed telewizorem i tylko przynosi wstyd rodzinie, nie można na niego liczyć, nie uczestniczy w życiu żony, dzieci, w zasadzie ma z nimi niewiele wspólnego. Ale są jeszcze alkoholicy właśnie wysokofunkcjonujący – tacy ludzie, którym teoretycznie niewiele (w sensie picia) można zarzucić. Oni nie zawalają kariery zawodowej, pracy, stosunków z rodziną (a jeśli tak, to w niewielkim stopniu), nie stoją pod sklepem, nie sikają pod siebie, nie bełkoczą w pijackim widzie. Oni jedynie (!) codziennie, po przyjściu z pracy, wypijają piwo, dwa, pięć, lampkę, butelkę wina i nie mogą się doczekać weekendu. Każda, absolutnie każda okazja towarzyska, nawet 5ciominutowa okraszona jest alkoholem. To nierzadko koneserzy drogich, wysokogatunkowych alkoholi, znawcy win i bourbon’ów. Na zewnątrz idealni, w domu często nieznośni. Oni nie chlają – oni sączą. A w zasadzie nasączeni chodzą bezustannie. I w tym problem.

Mój Tata miał 42 lata jak po długiej i ciężkiej chorobie zmarła moja Mama. Został sam z dwójką dzieci (9-ciolatką i maturzystą). Oboje nas wykształcił, wyprowadził na ludzi i wychował, jednocześnie robiąc karierę zawodową. 10 lat później (niestety) ożenił się z (tfu!) kobietą, zwaną dalej (wybaczcie) podłą kurwą, która jak wszyscy przewidywali okazała się bezduszną materialistką i obdarzyła mojego Ojca jeszcze dwójką równie roszczeniowych dzieciaków. Dziś na szczęście jest już rozwiedziony, ale całą historię mocno przeżył, co jest oczywiście zrozumiałe tym bardziej, że wiele trudnych kwestii ciągnie się nadal, bo przecież podła kurwa księżniczką się nie stanie.

Teraz jest na emeryturze, wyprowadził się na wieś. Nie ma pojęcia co robić z wolnym czasem i nie umie być sam, więc samotność też mocno mu doskwiera. Poświęcony przez całe życie pracy i rodzinie nie zbudował dookoła siebie nawet maleńkiego grona wiernych przyjaciół. Nikogo za bardzo do siebie nie dopuszcza, goście są fajni, ale tak na krótką chwilę. I pije. Ma do tego idealne warunki.

Zmęczona przebywaniem w jego wiecznie podchmielonym towarzystwie zaczęłam nową walkę o siebie. Ponieważ drażnią mnie jego rubaszne żarty i bełkotliwy ton wielokrotnie prosiłam, żeby w moim towarzystwie nie pił. Ani przed moim przyjazdem. Oraz żeby do mnie nie dzwonił jak jest pijany. Nie traktuje mnie poważnie, zbywa machnięciem ręki i sączy dalej więc wysłałam mu smsa, że spotykamy się sporadycznie i w naprawdę pojedyncze dni więc moje pytanie brzmi – czy to naprawdę jest taki wielki problem, żeby nie pić przez jeden dzień w tygodniu? Bo jeśli tak, to może jednak JEST jakiś problem?

Na moje słowa nie zareagował. Wiem, że się oburzył i obraził (zadzwonił do mnie mój starszy Bro z pytaniem co się podziało), a potem przez 4 dni pławił się w poczuciu swojej krzywdy (bo jak ja mogłam..?!) oraz w obrazie ojcowskiego majestatu. Olałam, chociaż nie było łatwo, bo włączyły mi się wyrzuty sumienia: bo on tam sam, po udarze, a jak się źle czuje… Na szczęście złość była większa. W któryś weekend zaryzykowałam, zapowiedziałam się, pojechałam. I wygrałam – był trzeźwy jak świnia. Przez caluteńką Wielkanoc również.

Ale to jeszcze nie koniec, nie mam złudzeń przecież. Przede mną jeszcze dużo walki – o mnie samą, bo przecież nie o Tatę. On nie widzi problemu – problem więc nie istnieje. Ja nie zamierzam z tym walczyć – za dużo wiem. Ale muszę, muszę walczyć o siebie. Choć myślałam, że to wszystko już za mną…

CDN….