W lodówce pustki, więc wybrałam się do Lidla na drobne zakupy. Pokręciłam się, powrzucałam do koszyka co potrzebne i co wcale, a potem stanęłam w kolejce do kasy. Wykładałam ostatni produkt na taśmę, kiedy za moimi plecami stanął pan. Pan jak pan, z twarzy podobny zupełnie do nikogo, tylko te oczka jakieś takie rozbiegane i trzęsące się delikatnie dłonie wzmogły moją czujność. Sorry, taki mamy klimat, i to drobne zboczenie, że widzę, zostanie mi już chyba za zawsze. Tak czy inaczej, za moimi przyszłymi zakupami postawiłam ten taki podzielnik (jak to się nazywa?!) coby oddzielić moje rzeczy od rzeczy pana. Na podzielniku widniał napis (nie pamiętam dokładnie, ale coś w stylu) „tradycyjne polskie święta”, a zaraz za nim pan położył jedną 0,7 wódki, potem drugą i trzecią… I do mnie dotarło. Święta, kuźwa…

Ile z was, tych, którzy tu jeszcze zaglądacie, boi się świąt? Ile z was z przerażeniem myśli o wigilijnym stole z alkoholem albo wujku, dziadku, stryjku, mężu, którzy będą powtarzać: No, daj spokój, święta są, rybka lubi pływać, ze mną się nie napijesz?! A ile z was będąc pomiędzy lepieniem uszek a pucowaniem okien nie wytrzyma napięcia i chlapnie sobie małpeczkę ot tak, dla kurażu, dla rozluźnienia, dla uciszenia trzęsących się rąk…? To jest koszmar tysięcy alkoholowych rodzin, doskonale to wiem. Wiecie dlaczego nie chodzę na Pasterkę? Nigdy? Bo byłam dwa razy. I dwa razy utknęłam w środku kościoła, w oparach przetrawionej wódy i fałszowanych kolęd, i wyszłam niemal pijana. Nigdy więcej.

Szczerze mówiąc nie przeżyłam takich alkoholowych Wigilii. Święta zazwyczaj spędzaliśmy z teściami, u których nigdy nie było ani grama alkoholu. U nas w domu też nie, z wiadomych przyczyn. Także nie żyłam w takim lęku nigdy, nie lubię świąt z innych względów. Ale nigdy nie kojarzyły mi się z alkoholem. Za to moja koleżanka, której ojciec zapija regularnie co roku i znika z domu, jest chora już od połowy listopada. Sąsiada mieszkającego bezpośrednio pode mną też żona zawsze holuje skądś w Wigilię. A gość się opiera na klatce i coś tam bełkocze właśnie o pływającej rybce, wiem, bo często jestem tego świadkiem. Zresztą, ze 2 razy i mój M. gościa holował… Ot, zwykła polska tradycja. Szczerze współczuję.

A jak będzie u Was w tym roku? Obiecajcie, że nie dacie się zwariować. Obiecajcie, że siądziecie do stołów bez lęku. Wiecie, co robić, żeby wyeliminować strach. Macie narzędzia, żeby się bronić. Dacie radę, na pewno.