Potrzymaj mi piwo i patrz…

 

Jakiś czas temu wpadł mi w oczy obrazek, na którym dziewczyna mówi: „Kwiecień, nie możesz zmieścić wszystkich 4 pór roku w 30 dniach…”, a kwiecień na to: „Potrzymaj mi piwo i patrz…”

Żarty żartami, bo ubawiło mnie to niemożebnie, ale wiecie co? Znowu jest mi źle. I z wielką chęcią zwaliłabym wszystko na pogodę, na zimno, na brak słońca, na szarość i ponurość za oknem, ale chyba nawet siebie nie jestem w stanie przekonać do tego, że właśnie to stoi za moim złym samopoczuciem.

No spójrzcie sami – prawie 2 miesiące zajęło mi zabranie się do kolejnego wpisu. Porażka. Pomijam fakt, że roboty mam tyle, że nawet nie wiem kiedy to wszystko minęło – w końcu muszę się jakoś utrzymać. Ale właśnie wróciłam z urlopu, z cudownego, relaksującego i spokojnego odpoczynku i co? I dupa. Znów mnie ten świat zaczął uwierać.

Po pierwsze – sądziłam, że te tematy już za mną a tu guzik – stoczyłam kolejny bój antyalkoholowy. Nie będę Wam dzisiaj opowiadać co i jak, tak tylko napomykam delikatnie, żeby dać Wam znać, że kolejny wpis pojawi się na blogu. Wkrótce. Tzw. coming soon.

Po drugie – każde najmniejsze zawirowanie w stylu pękniętej opony albo złamanego paznokcia wyprowadza mnie całkowicie z równowagi. Znów się chowam, nie odbieram telefonów, nie chce mi się z nikim spotykać, ba, nawet z łóżka za bardzo mi się wstawać nie chce. Nic mnie nie cieszy, nic mnie nie bawi. Najchętniej cały czas bym spała. Znam te stany, ojj jak ja je znam i drugie, większe ojjj, jak ja ich nie chcę… Przemknęła mi przez głowę myśl o tym, żeby pójść do mojej pani psychiatry po jakieś miłe kolorowe wspomagacze nastroju. Ale jeszcze walczę – głównie ze sobą. I pozostaję w pełnym podziwu zachwycie nad własnym organizmem – nie mam pojęcia jak to jest możliwe, że mogłam trwać całymi latami w stresie, strachu, napięciu, pełnej gotowości i jedynym buntem ze strony mojego organizmu była od-czasu-do-czasowa sraczka.. Szok.

Po trzecie – najsmutniejsze – okazało się, że nie potrafię funkcjonować w stabilnej rzeczywistości. Nie umiem odnaleźć się wśród pozytywnych emocji, no nie umiem za cholerę. Staram się, robię co mogę i guzik z tego wychodzi. Sama sobie śmierdzę fałszem. Cudownie i niezawodnie działam w kryzysie – zwarta, gotowa, zadaniowa – to cała ja. A jak mam spokój, jak jestem otoczona cierpliwą uwagą i brakiem presji to zaczynam rzygać tęczą.

Czy można nauczyć się żyć normalnie? Nie wiem. Przemyśliwuję temat i bardzo się staram, żeby powiedzieć, że można. Tylko co ja zrobię, jeśli już zawsze mi tak zostanie?

Unbelievable…

 

Jestem, żyję, nadal. Wiem, że się martwiliście, ale przyczyn mojej nieobecności jest co najmniej kilka.

Po pierwsze – obawiam się, że już nic więcej nie jestem w stanie Wam dać. Już chyba zresztą wyjaśniałam ten mój punkt widzenia – wiecie po co był ten blog, moje życie z alkoholikiem się skończyło, co mam robić? Nie widzę sensu opisywania Wam mojej codzienności, zwłaszcza, że jest średnio różowa – po co kogokolwiek dołować?

Po drugie, choć w zasadzie może to jakiś aneks do jedynki, wiedzę teoretyczną możecie spokojnie poczerpać z książek, tysięcy stron o uzależnieniach, z gazet. Nie bardzo wiem po co miałabym się z Wami dzielić jakimiś moimi przemyśleniami na inne tematy – takich blogów jest milion i myślę, że kolejny jest niekoniecznie potrzebny. I żadna to kokieteria z mojej strony – po prostu nie bardzo mam pomysł na dalsze losy insane…

Po trzecie mam ostatnio tyle pracy, że nie wiem jak się nazywam. Moje życie też przyspieszyło, dzieje się strasznie dużo i ja się trochę próbuję połapać i nie zgubić we własnym strachu. Teraz mam chwilę, żeby napisać, bo jestem chora i siedzę na zwolnieniu – gile kapią na klawiaturę, ból głowy rozsadza czaszkę i czuję jakbym połknęła jeża. Rozdrażnienie powoduje, że warczę a jednak… Cały czas o Was myślę. O Was i o insane-reality, bo to moje miejsce, moja przestrzeń, moje dziecko niejako. I  jednej strony nie wiem jak to rozwijać, a z drugiej w sumie ciężko mi zrezygnować z bycia tutaj..

Kto wie, może jeszcze wymyślę coś wartościowego?

  • Oto ja

    Już nie-mężatka, 31-latka. Pogubiona, pogmatwana, niepewna jutra. Już nie wierzę w ludzi ani w to, że będzie lepiej. Już nie będzie.
  • Kontakt

    Jeśli masz ochotę, to się odezwij: insane-reality@wp.pl :)

    Insane-reality jest też na FB

  • Lista Lektur

    1. ALKOHOLIK - INSTRUKCJA OBSŁUGI - Jolanta Reisch-Klose, Ewelina Głowacz

    2. MAŁŻEŃSTWO NA LODZIE - Janet G. Woititz

    3. PICIE - OPOWIEŚĆ O MIŁOŚCI - Caroline Knapp

    4. REHAB - Wiktor Osiatyński